Obywatelskie Forum Samorządowe

Reportaż z obozu w Świnoujściu '2007

Dodano: 2007-07-24 21:34:06

W dniach od 30 czerwca do 15 lipca br. Obywatelskie Forum Samorządowe po raz kolejny, jak co roku, zorganizowało obóz dla dzieci i młodzieży z naszej gminy. Tym razem miejscem, do którego udaliśmy się na dwutygodniową przygodę, było Świnoujście.

 

Zdjęcia z obozu ukazały się już w galerii
Powrót

Obóz liczył 88 uczestników. Komendantem obozu był Zbigniew Klimczok a kadrę ponadto tworzyli Grzegorz Janusz, Magdalena Kozłowska, Dariusz Florek i Paweł Mizera oraz Edyta Janusz (pielęgniarka). W skład kadry pomocniczej natomiast wchodziły Zofia Kulas i Krystyna Wróbel, kadry młodzieżowej zaś – Paweł Chrapek, Radosław Koperski i Kamil Lubecki. Kierowcą autokaru, który pozostawał do dyspozycji obozowiczów, był Józef Wróbel. Uczestnicy zakwaterowani zostali w budynku internatu Zespołu Szkół Morskich w Świnoujściu w pokojach 2-4 osobowych.

Przez dwa tygodnie trwania obozu organizowane były rozmaite wycieczki piesze, autokarowe i promowe. I tak obozowicze zwiedzili w ten sposób Świnoujście, Międzyzdroje (ze słynnym molo, aleją gwiazd i muzeum figur woskowych), Kamień Pomorski (z zabytkową katedrą i najstarszymi w Polsce organami) oraz Trzęsacz (ze słynnymi ruinami kościoła na klifie), zawitali także do Wolińskiego Parku Narodowego.

W Świnoujściu na przykład obozowicze mieli okazję obejrzeć najwyższą nad Bałtykiem latarnię morską (68 m), zabytkowe XIX-wieczne forty, port morski oraz wiele innych interesujących miejsc, w celu których poznania zorganizowany został nawet specjalny rajd miastoznawczy na orientację. W rajdzie tym podzieleni na grupy uczestnicy obozu – uzbrojeni w mapy i specjalne testy – wyruszyli z zadaniem odnalezienia zgodnie ze wskazówkami ukrytymi w teście zlokalizowanych w mieście punktów, opisania ich, zaznaczenia na mapie oraz wytyczenia szlaku. Fatalna pogoda i rzęsisty, ulewny deszcz nie zniechęciły uczestników rajdu, którzy niemal zupełnie przemoczeni z uśmiechem na twarzach i niezapomnianymi wrażeniami w komplecie stawili się na mecie. Podobna rywalizacja miała miejsce na „Wyspie Skarbów”, gdzie zadaniem uczestników – w scenerii stylizowanej na obozowisko XVII-wiecznych korsarzy – było odnalezienie na podstawie specjalnych map ukrytego przez piratów skarbu. Kolejną atrakcją był dwugodzinny rejs statkiem po wodach portowych i morzu. Obozowicze – szczególnie tłumnie ci najmłodsi – licznie odwiedzali mostek kapitański, gdzie mieli okazję podpatrzeć kapitana sterującego statkiem.

Oczywiście, plażowania także nie zabrakło – mimo niesprzyjającej i wyjątkowo tego roku złośliwej aury byliśmy kilka razy na plaży celem zakosztowania uroków kąpieli – tych morskich i tych słonecznych... Krzepiąca świadomość i nadzieja, że będzie można się jeszcze tego lata poopalać na MOSIRze, dodawała nam sił w tych dniach okrutnych, w których słońce pojawiało się najczęściej na widokówkach w sklepach z pamiątkami, pięknie prezentując się na tle błękitu nieba niczym wielki złoty medal chyba w nagrodę za waleczność i heroizm opalającego się w tych dniach na plaży... Cierpliwość nasza, a także i już mocno nadwątlona nadzieja zostały w końcu jednak nam wynagrodzone i ostatniego dnia słoneczko pięknie zaświeciło... Tylko więc ten, kto ukrywał się przed nim nie wrócił do domu pięknie opalony.

Ci, którzy pierwszy raz uczestniczyli w obozie, tradycyjnie musieli przejść chrzest obozowy, co wcale nie okazało się łatwym zadaniem. Dzielnie jednak, dopingowani przez resztę rozentuzjazmowanych obozowiczów, poganiani przez hordę przerażających diabłów i ogrów, dziarsko przemierzyli usytuowany na plaży szlak przeszkód i cierpienia docierając na końcu do Neptuna, bóstwa morza, który majestatycznie zasiadając na monumentalnym tronie z prawdziwie ojcowską troską łaskawie karmił ich kojącym nektarem ze swoich czcigodnych stóp i uroczyście chrzcił nadając symboliczne, okolicznościowe imiona. Nektar ten, pod postacią zagadkowej miszkulancji o tajemnej i ściśle strzeżonej recepturze, zapewne na długo pozostanie w pamięci tych, którzy dnia tego jakże uroczystego dostąpili zaszczytu owej łakomej biesiady u stóp Władcy Mórz, w którego postać z upodobaniem wcielił się komendant obozu, demonstrując przy tym niebanalne umiejętności aktorskie, których niejedna pseudogwiazda Hollywoodu powinna się od niego z uznaniem i nabożnym podziwem uczyć...

Prawdziwe jednakże łakocie i wiktuały czekały na nas – jak zawsze – po powrocie z plaży na stołówce w ośrodku. Pyszności i prawdziwe delicje dla zmysłów i podniebienia, jakimi raczyły nas Panie kucharki, do dziś na samo wspomnienie budzą w żołądkach wielu z nas nieujarzmione ssanie, głód i pragnienie, oraz szczerą żądzę spotkania owych pań jeszcze kiedyś, najlepiej w porze obiadowej, w pobliżu jakowejś zdatnej do użytku garkuchni. Nadto – co należy tłumaczyć zawsze przecież godną pochwały dbałością o kondycję i figurę – niektórzy anonimowi członkowie kadry bezpośrednio po powrocie ujawniali dosyć zbrodnicze zamiary wobec wagi, której wskazówki najwyraźniej wskutek zapewne błędu technicznego czy ukrytej wady konstrukcyjnej ukazywały rzekomo kilka kilogramów więcej niż przed wyjazdem. W pełni uzasadnione było to więc oburzenie, podsycone świadomością wyczerpania się okresu objętego reklamacją gwarancyjną tego jakże podstępnego urządzenia. Tak czy inaczej najbezpieczniej było więc w dniach tych umieścić wszelkie wagi jak najdalej od siebie, nie w szafie, najlepiej za oknem, najlepiej z wysokości co najmniej czwartego piętra... Dowodzi to chyba bez potrzeby dalszego komentarza, iż jadło na obozie było naprawdę przednie.

Dzień obozowy rodził się zawsze i każdorazowo w bólach... przynajmniej uszu, jako że pobudkę obwieszczały (z braku kogutów oraz innych specjalistycznych urządzeń budzących) delikatne i łagodne tony gwizdków pobrzmiewające na korytarzu, które z reguły stawiały tych, którzy nierozważnie jeszcze byli w łóżkach, na równe nogi... Wobec opornych stosowane były bardziej wyrafinowane i drastyczne procedury dobudzające, o których nie napiszemy, ale które ufamy na pewno dobrze utkwiły im w pamięci. Poranna zaprawa na placu przed ośrodkiem znakomicie sprawdzała się jako kolejny czynnik dobudzający po nocy pełnej zapewne samych słodkich snów obozowiczów, nadto subtelnie wyostrzała apetyt przed śniadaniem. Ten, kogo nie dobudziły nawet ćwiczenia gimnastyczne, rozbudzał się już w pełni w chwili, gdy realizowany był kolejny punkt programu obozowego poranka – wizytacja pokojów przez specjalną komisję do spraw kontroli porządkowej i inspekcji higienicznej... Blady strach, który zlewał zimnym potem czoła tych, którzy nierozważnie zapomnieli pościelić posłania lub też wytrzeć kurze za szafą, był tylko wodą na młyn dla szacownych członków komisji, którzy w trosce o czystość i porządek, niezrażeni opornością co poniektórych obozowiczów nieustępliwie zmagali się z ich błędnymi przekonaniami higienicznymi żarliwie krzewiąc zasady utrzymania porządku w pokojach i niosąc kaganek, a raczej całą pochodnię oświaty w kwestiach higieny.

W zależności od pogody organizowane były zajęcia sportowe i rekreacyjne na boiskach lub w sali gimnastycznej, gdzie obozowicze wespół z kadrą ochoczo rozgrywali emocjonujące spotkania w dwa ognie, piłki nożnej i siatkówki. Maruderzy oraz ci, którzy nie gustują w grach zespołowych udawali się w tym czasie na siłownie, grali w bilard lub po prostu – jeśli nie mieli ochoty kibicować – wybierali czas wolny od zajęć sportowych. Oprócz konkursów sportowych (na przykład rzutu piłką do kosza), w których na zakończenie obozu rozdano zwycięzcom pamiątkowe medale, dyplomy i odznaczenia, organizowano także rywalizację w innych dziedzinach. Niezwykle emocjonujące wybory miss i mistera obozu, które - prócz dostarczenia uczestnikom i licznie zgromadzonej publiczności niezapomnianych, choć nierzadko mocno kontrowersyjnych doznań estetycznych - wzbudziły szczery i autentyczny podziw dla kunsztu i profesjonalnego przygotowania tych, którzy stanęli w szranki tej niezwykle zaciętej rywalizacji o tytuł najpiękniejszych. Z kolei rozmaite konkursy plastyczne i literackie pozwoliły w pełni rozkwitnąć naszym ukrytym, obozowym talentom i zaprezentować szerszemu ogółowi swoje nierzadko naprawdę niemałe umiejętności. Najmłodsi uczestnicy obozu mieli ponadto okazję podczas specjalnego pokazu zapoznać się z pracą strażaków oraz ze specjalistycznym sprzętem wykorzystywanym w pożarnictwie. Najbardziej odważni mieli także okazję zjechać na linie a nawet przejść po linie ponad fosą niemal w zgiełku bitewnym w jednym z fortów. Okazji więc do zaprezentowania swoich umiejętności i talentów było co niemiara.

Koniec dnia obozowego również był każdorazowo niezwykle emocjonujący i pełen niespodzianek. Wieczorami także przychodził czas na zabawę. Lecz wiadomo, by się pobawić trzeba mieć przy czym. Były wprawdzie cztery gwizdki, w kuchni był mikser, był nawet i grzebień, ale nawet mądry król żydowski Salomon dyskoteki by z tego jeszcze nie zrobił. Z kolei przy samym gwizdku też mało kto się jeszcze porządnie pobawił... Mimo to, niestrudzeni tak z pozoru wątłym utensylium stereofonicznym dla użytku potencjalnego didżeja, niezrażeni przeciwnościami przekornego losu urządziliśmy aż cztery dyskoteki... Można zapytać jak, lecz nie warto – i tak nie zdradzimy... Grunt, że była muzyka i wszyscy dobrze się bawili, tym bardziej, że odbyły się z udziałem uczestniczek zaprzyjaźnionego obozu cheerleaderek z Poznania “Kolejorz Girls”. Na szczególną uwagę zasługuje tu jedna z dyskotek, na której obowiązywały stroje wieczorowe, czyli... piżamy. I tu również radości i uciechy było co niemiara...

I jeśli któryś z uczestników nie zatęskni za błogim, polifonicznym dźwiękiem kwartetu gwizdkowego na pobudkę, za nocną kontrolą czystości stóp, stanu łóżek i czystości w pokojach... Jeśli ktoś nie zatęskni, to znaczy, że koniecznie musi z nami pojechać jeszcze raz, za rok. Serdecznie zapraszamy. Za to Ci, którzy już tęsknią... Ci, którzy już poczuli i połknęli tego obozowego bakcyla i dobrze się z nami bawili... Mamy nadzieję, że ich nie musimy zapraszać... Oni na pewno z nami w przyszłym roku pojadą.

A zatem – do zobaczenia w przyszłym roku! Zapraszamy.

Paweł Mizera

 


Powrót




Logowanie